Wróciłem z Ugandy po dwóch tygodniach. Można powiedzieć, że sytuacja w pewnym stopniu powtórzyła się, bo gdy po raz pierwszy przebudziłem się wracałem z turniejów z Egiptu. Tym razem wracałem z turniejów z Ugandy i ponownie wracałem pełny bezwarunkowej miłości (przynajmniej tak mi się tylko wydawało). Z tym, że tym razem postanowiłem zakończyć swoje granie w tenisa i zająć się rodziną. Życie jest niesamowite i jest jak taka spirala. Ile razy w naszych życiach sytuacje lubią powtarzać się oraz ile razy Wszechświat wystawia nas na te same próby? Będzie często nas wystawiał na te same sytuacje, dopóki nie uwolnimy się raz na zawsze od danego schematu/programu i nie przerwiemy naszej karmy.

Pojawiłem się w domu i tak jak poprzednimi razy po cichu liczyłem, że jak dam dużo miłości, to ponownie będziemy mogli odbudować naszą relację. Próbowałem ze wszystkich sił i kiedy moja miłość była odrzucana zaczynały pojawiać się negatywne emocje i odczucia. Jak się później okazało to nie była bezwarunkowa miłość z mojej strony. Gdyby była to pozwoliłbym odejść z miłości do Karoliny, bo miłość to wolność.. Ja jednak byłem za bardzo przywiązany, przyzwyczajony i za bardzo zazdrosny. Karolina spotykała się też z pewnym mężczyzną, którego poznała w swojej nowej pracy. Zaczynałem dosłownie wariować. Nie byłem w stanie udźwignąć tych wszystkich skrajnych emocji. Poziom mojej zazdrości był niepokojąco wysoki. Doszło nawet do tego, że zacząłem śledzić Karolinę i totalnie wszedłem w swój umysł i kierowało mną ego. Oprócz chorobliwej zazdrości, zaczynał pojawiać się we mnie gniew, nienawiść, lęk, wstyd, poczucie winy. Wszystkie emocje z tych najniższych wibracji. Wydarzyło się tak naprawdę to, czego najbardziej się obawiałem: to, że Karolina zostawi mnie dla innego mężczyzny. Zaczęło się dziać dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem, żyjąc w strachu. Karolina musiała podświadomie wyczuwać moją niepewność i zazdrość, a przez to też nie podejmowała świadomych decyzji. Dlatego tak bardzo trzeba uważać na to, o czym myślimy i jakie uczucia wysyłamy. Jak czegoś bardzo się boisz i często o tym myślisz, że to się wydarzy, to bardzo prawdopodobne jest, że tak właśnie będzie. Można powiedzieć, że doszło do całej tej sytuacji na moje własne życzenie. W pewnym momencie już nie byłem w stanie znieść tego cierpienia. To było naprawdę bardzo przytłaczające.

Czekałem na Karolinę w domu, a ona do domu nie chciała wracać, co z chłodnej analizy było czymś naturalnym. Ja czekałem z nadzieją, że będę mógł jeszcze to odwrócić, ale miałem już w sobie zbyt dużo negatywnych emocji i nie byłem w stanie podejść do Karoliny z miłością. Tak jak napisałem wcześniej to było już tylko przywiązanie, seks i strach przed rozstaniem, strach przed rozbiciem rodziny, strach przed nowym, strach przed rozwodem. Kierując się tym nie mogło wydarzyć się niczego dobrego. Tutaj musiałbym napisać Wam co się działo między nami przez te 13 lat naszej relacji i musiałbym wejść w szczegóły, ale mimo mojej otwartości i szczerości pewne rzeczy wolę zachować dla siebie.

31 maja 2018 roku razem z dziećmi wyjechałem samochodem do Polski. Byłem w rozsypce i tak naprawdę nie powinienem był prowadzić w takim stanie, tym bardziej, że wcześniej zaczynały pojawiać się u mnie myśli samobójcze i wpadłem w dosyć głęboką depresję. Żeby przedstawić to wszystko bardziej szczegółowo, to trzeba by napisać o tym książkę. Miałem do przejechania prawie 3000 km z dwójką małych dzieci…

Jednak chciałem już wyjechać. Moja dusza była rozdarta. Z jednej strony chciałem jeszcze walczyć o Karolinę i nie chciałem, żeby nasza rodzina rozpadła się, ale z drugiej strony nie mogłem przecież niczego już robić na siłę i wbrew woli Karolinie. Nie mogłem się dalej pogrążać.

W drodze do Polski mieliśmy wypadek. Na autostradzie w Niemczech uderzyłem bokiem samochodu w jadącego obok TIR-a. Całe szczęście nikomu nic się nie stało. Wszyscy jednak byliśmy w szoku i widocznie ktoś nad nami czuwał, bo mógł ten wypadek skończyć się tragicznie, gdyby nadjechał kolejny samochód w trakcie, gdy straciłem na chwilę kontrolę nad pojazdem. Wina była po mojej stronie, chwila nieuwagi, chwila rozkojarzenia, ciągle myślami byłem gdzie indziej, ciągle miałem w sobie dużo negatywnych emocji i wmawiałem sobie tylko, że dam radę jechać. To była bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony. Na szczęście samochód mimo rozwalonego lusterka i mocno wgniecionego boku nie miał uszkodzonego koła i mogliśmy dotrzeć do Polski. Ten wypadek trochę mnie otrzeźwił i po raz kolejny przebudził. Żonę już wtedy straciłem, a mogłem wtedy w Niemczech stracić wszystko.

I tutaj zaczął się bardzo ważny okres w moim życiu. Czas wejścia do wewnątrz. Czas pracy nad sobą. Nie byłem w stanie zajmować się dziećmi i praktycznie oddałem je do rodziców. Za każdym razem jak na nie patrzałem, to widziałem w nich Karolinę i cały ten ból i cierpienie jakie doświadczyłem przed wyjazdem z Hiszpanii. Nie chciałem też, żeby dzieci widziały mnie takiego pogrążonego, uwalniającego wszystkie emocje. Nie chciałem, żeby to się odbiło na nich. Dziadkowie, a szczególnie moja mama bardzo mi mogła z dziećmi za, co jestem bardzo wdzięczny. Dzisiaj jak o tym piszę o prawie 10 miesiącach, to mam odczucie jakby to wydarzyło się 10 lat temu. Wydaje się to wszystko dla mnie już takie odległe. Wszechświat dał mi wspaniałą lekcję, którą niewątpliwie odrobiłem za co jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczny. Niesamowite jest to jak Wszechświat działa. Wystawił mnie na taką próbę, ponieważ nigdy do tej pory nie umiałem sobie radzić z emocjami i wiele rzeczy i sytuacji, które mnie spotykały zamiatałem pod dywan.

Przez trzy tygodnie byłem sam w mieszkaniu w Gdańsku. Miałem czas na uwalnianie emocji i pracę nad sobą. Codziennie płakałem po kilka godzin.. Chciałem, żeby przyszedł do mnie cały ten ból. Jak pojawiał się, to chciałem, żeby przyszedł jeszcze mocniej. To powodowało, że energia tego bólu, cierpienia, smutku zaczynała się wyczerpywać i zaczynałem się czuć dosyć neutralnie, co już było mega postępem. Tym razem nie chciałem uciekać od emocji. Poddałem się całkowicie. Przez pierwsze dni nie byłem w stanie medytować. Miałem za dużo emocji w sobie. Dopiero po kilku dniach zacząłem medytować po około godzinę dziennie, wychodzić do natury i czytać książki i słuchać na YouTube po 5-6 godzin dziennie o relacjach, o bezwarunkowej miłości, o tym czym prawdziwa miłość, a czym nie jest, o zazdrości, o emocjach, o relacjach itp. Głównie słuchałem i czytałem Eckharta Tolle, Saghuru, David R. Hawkinsa, Mateusza Grzesiaka, Dalajlamy, czerpałem wiedzę z Buddyzmu… Szukałem wiedzy o tym wszystkim, z czym sobie nie radziłem. W tej mojej pracy pomógł mi także mój przyjaciel Dawid Piątkowski. Rozmawialiśmy przez telefon przez wiele godzin oraz nawet przyjechał do mnie, kiedy byłem w potrzebie. Warto w takich chwilach mieć wsparcie na zewnątrz i mieć coś w rodzaju telefonu do przyjaciela. Jednak całą pracę trzeba wykonać samemu, bo tak naprawdę nikt nie będzie wiedział co jest dla Ciebie dobre, oprócz ty sam. Robiłem masę notatek, medytowałem, nabywałem wiedzę i już po 2 tygodniach intensywnej pracy nad sobą zaczynały pojawiać się pierwsze efekty. Byłem w stanie wyjść do ludzi. Zaczynałem się uśmiechać. Bardzo szybko wyszedłem z tych depresyjnych stanów świadomości, ale tylko i wyłącznie dzięki zrozumieniu, wiedzy i codziennej praktyki medytacji oraz już wcześniej nabytej wiedzy poprzez różne książki i doświadczenia. Dwa tygodnie wcześniej byłem wrakiem człowieka, żeby po zaledwie 14 dniach powoli stawać na nogi, odbudowując się od nowa. Postanowiłem stworzyć siebie na nowo i być najlepszą wersją siebie.

Dzisiaj jestem mega wdzięczny za to wszystko co mnie spotkało i wiem, że gdyby nie te doświadczenia, to nie miałbym takiej siły do rozwoju i do poznawania siebie oraz do docierania do swojego Źródła, a co za tym idzie do inspirowania i pomagania innym w podobnie trudnych sytuacjach. Niestety, ale żeby przebudzić się jest nieuniknione cierpienie, a często im większe, tym bardziej prawdopodobne jest wyjście z Matrixa i przebudzenie się. Wydawało mi się, że można się ogarnąć bez cierpienia, ale ciężko jest podejmować konkretne działania, kiedy jest łatwo, lekko i przyjemnie. Jest zbyt wygodnie. Dopiero kiedy dotykamy dna czujemy, że już nie ma innego wyjścia jak wzrastanie, bo skoro jesteś już na samym dole, to przecież tylko może być lepiej. Od czasu tych zdarzeń zacząłem nawet pozytywnie patrzeć na wszelkie niedogodności, bo dzisiaj wiem, że one najlepiej budują nasz charakter i że one pokazują nam w jakim kierunku należy pójść i nad czym jeszcze należy popracować. Dusza często wysyła nam sygnały. Pytanie tylko czy potrafimy je dostrzegać i żyć zgodnie z nimi. Podsumowując najważniejsza praca jaką możemy wykonać, to praca nad samym sobą. Nikt inny nas tak bardzo nie ogranicza jak my sami. To by wyznaczamy granice tego co się da i tego czego się nie da. To od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie, a spełnione życie będzie tylko wtedy, kiedy nawiążemy komunikację z własną intuicją/sercem/duszą. Tylko wtedy nasze życie będzie warte przeżycia. To będzie wymagało odwagi, ale uwierz mi, że będzie warto! Trzeba też zaznaczyć, żeby stać się najlepszą wersją siebie, często trzeba odstać się kimś. Trzeba porzucić różnego rodzaju ideologie, stare przekonania, które dzisiaj już nie działają, stare ograniczające nawyki, zweryfikować znajomości, otoczenie. Nie jest to proste, ale jeszcze raz się powtórzę i powiem Wam, że naprawdę warto!!!

Po półtorej miesiąca rozłąki z Karoliną postanowiliśmy spotkać się w Hamburgu i porozmawiać o rozwodzie, dalszych planach, jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi…

Dalsza część już wkrótce na blogu.

Leave a Comment